Alternative flash content

Requirements

Wyciskanie mistrza

Sekacja podnoszenia ciężarów IKS-AWF. Artykuł Wyciskanie Mistrza

Podnoszenie ciężarów wydaje się mało widowiskowe w porównaniu z innymi dyscyplinami sportowymi. Ale nie brakuje tu emocji, dramaturgii rywalizacji, czy walki trenerów na taktyczne strategie w czasie pojedynków zawodników. Najlepsi niepełnosprawni ciężarowcy wyciskają ciężary 2-3 krotnie większe od własnej wagi. Są tacy także w klubie "IKS-AWF" Warszawa.

Kiedy Marcin Górski został przyjęty do sekcji podnoszenia ciężarów w "Integracyjnym Klubie Sportowym" w Warszawie, ważył ok. 50 kg. Jak każdy nowicjusz, który przyszedł na pierwszy trening, chciał sprawdzić jaki ciężar uda mu się wycisnąć na ławeczce. Wynik nie był imponujący, ledwie 40 kg. Marcina nie zniechęcało to jednak, także w czasie kolejnych miesięcy treningów, kiedy widział ile mu brakuje do rekordów kolegów. Dzisiaj Marcin jest najbardziej utytułowanym ciężarowcem klubu IKS-AWF Warszawa. W swojej kategorii do 56kg przywozi medal z każdych zawodów, od siedmiu lat nie schodzi z podium. W swojej kolekcji ma również złoty medal z Mistrzostw Polski. Dziś, po ośmiu latach treningów, wyciska 130kg, niemal 2,5 razy więcej niż waży. On - jak również inni ciężarowcy klubu "IKS" - jest dowodem, że siła woli i charakter czynią dopiero mistrza. Same predyspozycje fizyczne do tego nie wystarczą. Zapominają o tym zawodnicy, którzy po 2-3 miesiącach treningów rezygnują bo sądzili, że w tak krótkim czasie zrobią duży progres. Marcin, choć całe życie dźwigał swoje ciało na rękach chodząc o kulach, musiał zostawić wiadra potu na sali treningowej zanim pierwszy raz dźwignął sztangę dwukrotnie cięższą od siebie. Miał też więcej powodów od innych, aby poddać się. Nie wszyscy przechodzą szesnaście operacji kręgosłupa, z których kilka zamiast pomóc, jeszcze pogarszają stan zdrowia. Nie poddał się i nie usiadł na wózek, aby mieć łatwiej. Dalej dźwigał swoje ciało na rękach, nie chciał rezygnować z korzyści jakie daje chodzenie o kulach. Przyniosło to korzyści także w ciężarach.

- U takiego zawodnika lepiej funkcjonuje cały organizm, nerki, serce, wątroba, przemiana materii, ma lepszą wydolność - mówi trener Marcina, Rafał Tabęcki. - Dzięki temu Marcin stał się bardziej zdeterminowaną osobą i nauczył się pokonywać przeszkody. Także sport wpłynął na jego późniejsze decyzje bo podejmował kolejne wyzwania, poszedł na studia. I zaczął wygrywać. Dziś należy do czołówki najlepszych ciężarowców w swojej kategorii.

Marcin Górski ma 37 lat, w ciężarach osób niepełnosprawnych nie jest to wiek, w którym kończy się już karierę. Zawodnicy są w stanie rywalizować z najlepszymi jeszcze w 45 roku życia, a niektórzy startują w zawodach po 50-dziesiątce. Marcin ma rezerwy bo wciąż się poprawia. Stały progres zawdzięcza systematyczności, determinacji, sile i prowadzeniu przez trenera. Nie planuje więc kończyć jeszcze kariery. Przed nim są sportowe cele, które chciałby spełnić. Np. start w Mistrzostwach Europy.

- Dopóki ciężary nie robią mi krzywdy oraz sprawiają przyjemność, będę je wyciskał - mówi Marcin. - Dzięki nim jestem silniejszy, bardziej sprawny, a przy okazji dostarczają przyjemność gdy staję na podium. Przez ostatnie półtora roku poprawiłem się prawie o 10 kg. To dużo. Ciekaw jestem jakby wyglądała moja walka z najlepszymi w Europie, gdzie uplasowałbym się w bezpośredniej walce z nimi.

Minimum do sztangi

Ciężarowcy niepełnosprawni rywalizują w 10 kategoriach wagowych - tak dla kobiet jak i mężczyzn. Cześć zawodników stanowią osoby po amputacjach, a część osoby z różnymi uszkodzeniami kręgosłupa. Ciężary wyciskają także zawodnicy z dziecięcym porażeniem mózgowym, dla których stworzono w Polsce odrębną grupę. O tym kto może uprawiać tę dyscyplinę, decyduje lekarz sportowy. Do sportu wyczynowego dopuszczani są ci niepełnosprawni, którym uprawianie takiej formy sportu nie pogorszy stanu zdrowia. Wielu sprawnym osobom trudno zrozumieć - czasem także niektórym lekarzom - jak osoba ze złamanym kręgosłupem może zostać dopuszczona do uprawiania tej dyscypliny. Różnych schorzeń, w tym kręgosłupa, jest bardzo wiele. W każdym jednak przypadku to lekarz sportowy wydaje, bądź nie, pozwolenie na uprawianie ciężarów. Gdy ktoś je otrzyma, będzie musiał, jak każdy wyczynowy sportowiec, przechodzić co pół roku badania lekarskie. U ciężarowców niepełnosprawnych najważniejsze są sprawne ręce i obręcz barkowa. Ręce muszą być na tyle sprawne, aby zawodnik był w stanie panować nad sztangą. Tetraplegia - złamany odcinek szyjny kręgosłupa - całkowicie dyskwalifikuje do podnoszenia ciężarów. Także osoby z niesprawną kończyną górną, z ruchami spastycznymi, chorujący na padaczkę, ze schorzeniami sercowo-naczyniowymi, czy mający problemy ze wzrokiem. Przy dużym wysiłku, zwiększa się bowiem ciśnienie w gałce ocznej, co może doprowadzić do jej uszkodzenia. Podnosić ciężary mogą natomiast osoby poruszające się na wózku ze złamanym kręgosłupem na odcinku piersiowym. Poza skrajnymi sytuacjami, mają one wystarczająco sprawne i silne ręce, na co dzień przecież poruszają się na aktywnych wózkach, a niektórzy prowadzą samochód. Im niżej złamany rdzeń kręgowy, tym większe szanse, aby zostać ciężarowcem. Najlepszymi kandydatami do uprawiania tej dyscypliny są osoby po amputacjach kończyn dolnych - o ile nie mają innych schorzeń mogących zagrażać zdrowiu i życiu. Jeśli na co dzień poruszają się o protezie, a nie na wózku, tym lepiej. Taki organizm ma lepszą przemianę materii i lepiej funkcjonuje. Nie oznacza to jednak, że im mniejsza niepełnosprawność osoby pragnącej uprawiać ciężary, tym większe ma szanse na przyjęcie do klubu. Tu też istnieje granica.

- W ciężarach, tak jak w każdej dyscyplinie sportowej osób niepełnosprawnych, trzeba mieć określony poziom niepełnosprawności, aby móc startować - mówi trener Rafał Tabęcki. - Każdy kandydat musi spełnić kryterium minimum niepełnosprawności. Nawet jeśli nie ma wszystkich palców dłoni, w dodatku nie widzi na jedno oko, na drugie widzi w 30 proc., wciąż nie kwalifikuje się do uprawiania podnoszenia ciężarów z osobami niepełnosprawnymi. Jego sprawność jest na tyle duża, że klasyfikatorzy medyczni nie wydadzą jej pozwolenia na rywalizację w tej grupie.

Tylko zawodnicy z dziecięcym porażeniem mózgowym rywalizują i startują w oddzielnej grupie. Stworzono ją dla nich, aby umożliwić im uprawianie ciężarów i dać równe szanse. Tak jest tylko w Polsce. Na świecie zawodnicy z MPD - jeśli spełniają wszystkie warunki i kryteria - muszą startować z pozostałymi zawodnikami. Ich szanse na wygraną są wtedy mniejsze. Nie każda jednak osoba z MPD zostanie dopuszczona do treningów. Tu także panują kryteria przyjęcia. Głównym kryterium jest panowanie nad sztangą oraz bezpieczeństwo. Z reguły oznacza to, że dopuszczane są osoby z lekkim porażeniem, które potrafią kontrolować sztangę i wykazują powtarzalność ruchową. U osób z większymi porażeniami, kontrolowanie sztangi to loteria: 3 razy na dziesięć prób się uda, a 7 nie. Czasem zdarzy się odwrotnie. Wyników tych nie da się jednak przewidzieć. W klubie "IKS-AWF" trenują obecnie cztery osoby z dziecięcym porażeniem mózgowym. Wśród nich jest Paulina Rutkowska, niespełna 18 letnia zawodniczka. Podczas swoich pierwszych Mistrzostw Polski, zrobiła ogromne wrażenie na trenerach. W swojej wadze (do 56kg) w kategorii juniorek, zdobyła złoto, deklasując pozostałe zawodniczki. Jej wygrana była dużą niespodzianką, rzadko się zdarza, aby nieznana zawodniczka od razu sięgnęła po złoto. Trenerzy zobaczyli w młodej dziewczynie duży potencjał. Paulina powtórzyła ten sukces rok później na Mistrzostwach Polski, zdobywając złoto w swojej kategorii i grupie. Dołożyła jeszcze jeden medal. Wystartowała również w grupie seniorek - seniorką zostaje się dopiero w wieku 23 lat - i zdobyła srebrny medal. Mówi się o niej, że jest perspektywiczną zawodniczką.

Paulina ma jednak trudny orzech do zgryzienia. Także jej trenerka Renata Kołodko. Nastolatka jest bowiem także utalentowaną parakajakarką, tu także osiąga sukcesy. Na swoim koncie ma już 3 złote medale w parakajakarskich Mistrzostwach Polski, oraz dwa brązowe krążki wywalczone na Mistrzostwach Europy. Uprawianie wyczynowo dwóch dyscyplin i dzielenie pomiędzy nimi treningów, nie jest łatwe. Zwłaszcza, że młoda sportsmenka chodzi jeszcze do szkoły, a poza tym ma trudności z dojazdem na treningi - Paulina mieszka bowiem z rodzicami w Nowym Dworze Mazowieckim. Dlatego ciężary trenuje w swoim mieście na siłowni, a parakajakarstwo w Warszawie, dojeżdżając 1,5-2 godziny w jedną stronę. Paulina zdaje sobie sprawę, że nie da się długo tego wszystkiego godzić, jeśli chce sięgać po najwyższe cele. Bez wsparcia sponsora, który wziąłby pod swoje skrzydła utalentowaną zawodniczkę, nie uda się chyba tego rozwiązać.

- Na razie godzę dwie dyscypliny ze szkołą, choć kajaki trenuję cały sezon, a ciężary jedynie przez miesiąc przed każdymi zawodami - mówi Paulina. - Zobaczę jak będzie mi szło w tym roku. Kajaki i ciężary jednak dobrze się dopełniają, jeden i drugi trening nie przeszkadza sobie, bo w obydwu dyscyplinach potrzebuję siły. Wiem, że za granicą nie ma oddzielnej grupy dla zawodniczek z porażeniem mózgowym i będę musiała rywalizować z wszystkimi zawodnikami w grupie wagowej. Ale ja nigdy nie mówię nigdy, jestem zawzięta i dążę do tego, aby wystartować na międzynarodowych zawodach. Wierzę w siebie, a to połowa sukcesu, więc zrobię wszystko, aby powalczyć o te ciężary. Gdybym w siebie nie wierzyła, to odpuściłabym treningi. Nie myślę o tym czego nie jestem w stanie zrobić, ale o tym co mogę zrobić. Kładąc się po sztangą, nie walczę w innymi zawodniczkami, tylko ze sobą i z ciężarem. Kiedy przyszłam półtora roku temu do klubu IKS-AWF Warszawa, wyciskałam 50 kg. Z miesiąca na miesiąc się poprawiałam, teraz mój rekord to 63 kg. Na dziś trenuję więc dwie dyscypliny i staram się godzić treningi, jedne w Warszawie, drugie na siłowni w Nowym Dworze, bo na dojeżdżanie tak długo autobusami do Warszawy nie mam już czasu i siły.

Więcej niż medal

Podnoszenie ciężarów wydaje się mało widowiskowe w porównaniu z innymi dyscyplinami sportowymi. Ale i tu nie brakuje emocji, dramaturgii rywalizacji, czy walki trenerów na taktyczne strategie w czasie pojedynków zawodników. Jeśli zawodnik dźwiga ciężar 2-3 krotnie cięższy od siebie, to wpływa to na widowiskowość. Jest ona jeszcze większa podczas corocznych turniejów integracyjnych, na których rywalizują sprawni i niepełnosprawni ciężarowcy. I osiem na dziesięć kategorii wagowych, wygrywają sztangiści niepełnosprawni. Oprócz widowiska dochodzi więc podziw i uznanie. Dźwiganie ciężarów przez osoby niepełnosprawne odbywa się na ławeczce w pozycji leżącej. Zawodnikowi sztangę podają dwaj pomocnicy lub trener. Gdy sędzia mówi "Start", sportowiec opuszcza sztangę do klatki piersiowej, którą musi przez chwilę przytrzymać. Trener widząc, że wszystko jest dobrze, mówi zawodnikowi "Góra" i ten wyciska ciężar do wyprostowanych rąk w łokciach. Wyciskanie musi być równe, za brak synchronizacji ramion podejście może nie zostać przez sędziów zaliczone. Zawodnik musi także przez chwilę utrzymać ciężar na rękach. Gdy sędzia wymawia "Stojak", wtedy trener bądź pomocnicy odbierają od zawodnika sztangę i kładą na stojaku. Trójka sędziów ocenia podejście - zostaje ono zaliczone jeśli dwóch z nich zapali zielone światło, a nie zaliczone, gdy zapalą dwa czerwone. Sztangista może zostać zdyskwalifikowany za dotknięcie pomocników, stojaka sztangi, lub za zmianę pozycji na ławce. Każdy z zawodników ma trzy próby, a na wykonanie każdej ma 2 minuty. W przypadku bicia rekordu, otrzymuje dodatkową minutę. Gdy zawodnicy wycisnęli sztangę z takim samym ciężarem, o zwycięstwie decyduje mniejsza liczba podejść nie zaliczonych lub mniejsza masa ciała. Mniejsza masa ciała preferuje jednak ciężarowców po amputacji kończyn dolnych, którzy zwykle są najlepiej zbudowani. Ich szanse na wygraną w grupie wagowej w której znajdują się również osoby ze złamanym kręgosłupem, znacznie więc rosną. Dlatego, aby wyrównać szanse zawodników, osobom z amputacjami, dolicza się na początku każdych zawodów - podczas ważenia zawodników - masę ciała, tzw. "wagę". Zgodnie ze specjalnymi przelicznikami jest to od 1 do 3 kg wagi. Ale o wygranej może decydować zupełnie coś innego: czy zawodnik wytrzymuje walkę nerwów w czasie turnieju i potrafi poradzić sobie ze stresem.

- Miałem sztangistę, który powinien zdobyć Mistrzostwo Polski, ale spalił się psychicznie - wspomina Rafał Tabęcki. - Wyciskał każdy ciężar, ale żaden nie został przez sędziów zaliczony bo popełniał błędy techniczne. Bywają sytuacje, kiedy zawodnik schodzi z podestu przekonany, że ma już medal, lecz po chwili wszystko się zmienia bo przeciwnik postawił wszystko na jedną kartę i przebił go jeszcze większym ciężarem. Taktyka jest ważna. Są tylko trzy podejścia, albo aż trzy podejścia.

W sekcji podnoszenia ciężarów w klubie "IKS" Warszawa trenuje 12 zawodników pod okiem trenerów Rafała Tabęckiego i Łukasza Stefaniaka. Część zawodników trenuje poza Warszawą w miejscu swojego zamieszkania, gdyż nie są w stanie dojeżdżać do Warszawy cztery razy w tygodniu. Treningi konsultują z trenerami. Paulina Rutkowska jest jedyną dziewczyną w klubie trenującą ciężary. Dzięki temu, klub może startować w krajowych turniejach drużynowych, które wymagają obecności w zespole jednej zawodniczki. W klubie jest jeszcze kilku zawodników, którzy mają w swoim dorobku sukcesy medalowe. Wśród nich jest Paweł Jędrasik startujący w grupie ciężarowców z porażeniem mózgowym. Paweł próbował swoich sił w pływaniu, ale po namowie trenera zainteresował się ciężarami. Jest zawodnikiem perspektywicznym, na swym koncie ma już brązowy medal Mistrzostw Polski. Znacznie bardziej utytułowanym ciężarowcem w klubie, jest Artur Mirowski. Artur od dziecka choruje na reumatoidalne zapalenie stawów (RZS). To choroba niszcząca powierzchnie stawów. Artur ma 37 lat i startuje w najniższej kategorii wagowej do 48kg. Jest Mistrzem Polski z 2010 roku, ma też w dorobku dwa wicemistrzostwa i kilka brązowych medali. Podobnie jak Marcin Górski, "zapisuje" piękną kartę w historii osiągnięć klubu "IKS-AWF" . Artur waży ok. 46kg, jest drobnej postury, lecz podnosi ciężary dwa razy większe niż sam waży. To wyczyn, który na innych zawsze robi duże wrażenie. Sam się dziwi, że pomimo choroby stawów, która nie powinna sprzyjać tej dyscyplinie, przez wszystkie lata treningów nie miał żadnej kontuzji, ani większych powodów do narzekań z powodu bólu. Jest pewien, że sport mu sprzyja i wzmacnia jego zdrowie.

- Sport daje stabilność, chęć do rozwijania się, wzmacniania i budowania ciała, wyznacza cel do którego się dąży - mówi Artur. - Gdy ćwiczę czuję się dużo lepiej. Treningi lepiej ustawiają mi dzień bo potrafię się zorganizować i zmobilizować. Poza tym, to fajne zajęcie, no i dochodzą różne sukcesy, prawie zawsze przywożę medal z zawodów. I choć są lepsi i będą ode mnie lepsi, nigdy się nie załamuję z powodu przegranej. U niektórych zapał szybko mija, a w sporcie nie da się szybko wskoczyć do czołówki. Nie ma nic za darmo. Jednak medale to nie wszystko, liczy się rywalizacja, nawet wtedy, gdy walczy się o 5 czy 6 miejsce. Już sam fakt, że się rywalizuje i startuje, mobilizuje człowieka. To jest chyba najcenniejsze.

Osiąganie sukcesów sportowych w podnoszeniu ciężarów nie jest łatwe. Trenerzy wiedzą o tym. W tej dyscyplinie jest trudno o uzyskanie stypendium sportowego należne za zdobycie medalu na Mistrzostwach Europy, Świata czy Igrzyskach Paraolimpijskich. W światowych ciężarach osób niepełnosprawnych dominują Azjaci oraz zawodnicy z Afryki. Odskoczyli daleko nawet Europie, która rzadko liczy się w walce o medale na światowych zawodach. Dlatego trenerzy IKS-AWF Warszawa, zachęcają i mobilizują zawodników, aby rozwijali się także na innych płaszczyznach. Niektórzy z nich - dzięki również namowom trenerów - podjęli studia, pracę oraz inne aktywności. Uprawianie sportu daje zawodnikom pozytywnego kopniaka, który zwiększa ich motywacje, wyzwala energię do podejmowania nowych wyzwań oraz niezależnego funkcjonowania. W ostatecznym rachunku, ma to największą wartość, bo zmienia ich życie, charakter i wyzwala nowe aspiracje.

- Sport jest elementem rozwojowym otwierającym nowe możliwości, dzięki niemu zawodnicy zwiększają swoją samodzielność, rozwijają się, kształcą i dojrzewają także społecznie - kończy Rafał Tabęcki. - Treningi motywują, aby wyjść z domu, wyjść gdy się nie chce lub gdy leje deszcz, aby być z ludźmi i walczyć ze sobą. Mówię swoim zawodnikom - nawet, jeśli nie zdobędziecie medalu i tak na tym dużo skorzystacie, bo przełamiecie swoje ograniczenia i rozwiniecie się. I to zabierzecie ze sobą.

Ogłoszenie

postaw na sport PFRON

Bardzo gorąco zachęcamy osoby niepełnosprawne do wzięcia udziału w organizowanych przez Integracyjny Klub Sportowy AWF zajęciach w paraolimpijskich dyscyplinach sportu. Projekt kierowany jest głównie do osób niepełnosprawnych z dysfunkcją narządu ruchu, natomiast w przypadku sekcji pływackiej również do osób z dysfunkcją narządu wzroku. Zajęcia i udział w nich jest bezpłatny! Projekt dofinansowany jest ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Serdecznie zapraszamy! Nie czekaj! Zadbaj o swoje zdrowie, rahabilitację oraz kondycję! Postaw na SPORT!

SEKCJE SPORTOWE

Szermierka na wózkach (czytaj więcej)

PFRON szermierka na wózkach

Pływanie niepełnosprawnych (czytaj więcej)

PFRON pływanie niepełnosprawnych

Tenis stołowy niepełnosprawnych (czytaj więcej)

PFRON tenis stołowy niepełnosprawnych

Podnoszenie ciężarów niepełnosprawnych (czytaj więcej)

PFRON podnoszenie ciężarów niepełnosprawnych

W sprawie wszelkich pytań związanych z udziałem w zajęciach sportowych dla osób niepełnosprawnych prosimy o kontakt mailowy lub telefoniczny: +48 602-60-70-72

Facebook